Czekam na coś ważnego. Jeżeli chcesz możesz to być Ty.  Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Friends... forever?!
Autor Wiadomość
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-09, 13:27   

Na moment się przestraszył kiedy coś zasłoniło mu okulary a potem prychnął obrażony. Stanął w połowie zdejmowania butów aby zacząć wycierać okulary. Bardzo nie lubił kiedy były ubrudzone, tłuste od paluchów i zasłaniające mu widok na świat. Poza tym, zupełnie nie rozumiał tego zachowania. Josh powinien wiedzieć, że dla niego nie ma innego faceta niż jak Brand. Żaden nigdy mu się nie podobał wcześniej i pewnie nigdy nie spodoba. Był co do tego mocno przekonany.
- Mam nadzieję, że tak nie latasz przed dzieciakami. – zdjął buty i powoli wszedł głębiej w mieszkanie. Dostał buziaka w policzek od Cam i na dłuższy moment przygarnął Gothama w swoje ręce. Cholera była już całkiem ciężka. Powinni przerzucić go na jakąś dietę, bo zaczął się już z niego robić Garfield. Tylko taka czarna wersja.
Obiadem, w ramach podziękowania za przenocowanie ich, zajął się on sam. Camille bardziej siedziała tylko na blacie tuż obok i przyglądała się albo trochę dodała przypraw. Danie mogli ugotować dużo szybciej, ale jakoś tak i Evans wyczuwał, że może im trochę sam na sam się przydać. Kiedy jednak usiedli do stołu a telefon zadzwonił Matt cały zdrętwiał. Przyglądał się Brandowi jakby działał w zwolnionym tempie. Miał wręcz ochotę wstać i potruchtać za szatynem niczym cień aby wszystko móc usłyszeć. Aż go fizycznie bolało to czekanie. Było podobne do tego kiedy mieli dostać wyniki z licencjata.
I jeszcze bardziej się przejął kiedy ten wrócił z tak grobową miną i ciszą. Był tak skupiony, że na samym początku słowa do niego nie dotarły. To Cam jako pierwsza pisnęła z radości. Okularnik przeniósł na nią zdziwiony wzrok a potem wrócił nim do Josha, który lisio się do niego uśmiechał.
- To ta babeczka? To mieszkanie, które mi się spodobało? – jakby nie dowierzał a kiedy do niego wszystko dotarło… przywalił mu w ramię jak to zazwyczaj robił Jeff. – Jesteś okropny.
Było widać, że powoli powietrze z niego zeszło. Dopiero teraz rozluźnił się i nie wyglądał jakby połknął kij od szczotki.
- Kiedy musimy iść podpisać umowę? – chciał mieć to jak najszybciej za sobą aby mógł być pewien, że to będzie ich mieszkanie na najbliższy czas.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 873
Wysłany: 2018-10-09, 14:10   

- Auł! – złapał się za ramię, jednocześnie się śmiejąc. Matt musiał być bardzo oburzony na to, co oznaczało, ze mu zależało, a Josh to dobrze rozegrał. Był niczym mały chłopiec, taki niedojrzały, psotny i zadowolony z życia, jakby podbił kosmos a nie wkręcił swojego chłopaka. Małe, a cieszyło. Dosłownie jak definicja Małego.
Josh wyszczerzył się jeszcze bardziej.
- Tak, to. Powiedziała, ze zmienią lustro w łazience przed naszym wprowadzeniem się. Farby kupimy sami, a oni oddadzą za to pieniądze, bo skoro mamy zamieszkać to my decydujemy. Ważne, aby to nie były tylko ciemne albo intensywne kolory – wytłumaczył to co mu przekazała na szybko, ale reszty dowiedzą się pewnie jutro. – Więcej dowiemy się jutro, przy podpisaniu umów. Jedną o bezpłatnym zarezerwowaniu na czas nieobecności do momentu przeprowadzki, a drugą o wynajęciu i opłatach – sięgnął po widelec, aby wrócic do jedzenia. Dalej mając zadowoloną z siebie minę, jakby naprawdę wielkie cuda się stały. Jakby wcale nie chodziło o kawałek parkietu i cztery ściany, które dopiero mieli zamienic w swój dom. Wychylił się do niego, nie mogąc się powstrzymać. – Wierzysz w to? Za trzy tygodnie będziemy mieszkać razem – wyszeptał głośno, wychylając się do niego, aby mu skraść buziaka. Powoli to do niego docierało, ze już niedługo, już za moment będą we dwójkę. Nie Josh i Matt, ale oni. W kolejnym tego słowa znaczeniu, oni posiadający coś ich, jako pary. - Niesamowite.
Wrócił do jedzenia, czując jak energia go rozpiera i jak ciągnie do Małego ze szczęścia. Po obiedzie rzucając się od razu do pozmywania, a potem do usadzenia Matta przy swoim boku na kolanie, przytulając jego plecy do swojego torsu, wsuwając nos we włosy, trzymając go tak blisko, jak tylko mógł, bez ostentacyjnego wciągnięcia go na swoje kolana. Napawając się towarzystwem chłopaka i przyjaciół, snując wielkie plany, a jednocześnie prowadząc drobne, żartobliwe rozmowy.
Za trzy tygodnie będzie to miał na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło dokończyć staż, dać tam z siebie wszystko, zacząć szukać pracy, popilnować mieszkania i przyjedzie tutaj.
- Tęskniłem za Tobą – powiedział nagle do Małego, w jego policzek, kiedy jeszcze siedzieli we czwórkę, nie mogąc się powstrzymać, a co lepsze – nawet nie chcąc.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-09, 15:36   

No kto by pomyślał, że jego chłopak nadal lubi bawić się w takie zabawy jak zrobić komuś na złość i go podenerwować. Małe dziecko, normalnie małe dziecko. Matt jednak wyluzował zjechał delikatnie na krześle opierając się o oparcie. Nadal stresował się przeprowadzką i wspólnym zamieszkaniem, ale przynajmniej ich wspólny kąt miał być taki jaki mu się podoba. Nie do końca rozumiał jakim sposobem Josh zgadzał się z nim w sprawie wyglądu mieszkania skoro mają zupełnie inne gusta, ale nawet o tym nie myślał.
- No to moi drodzy, toast! Za wasze własne cztery kąty! – Cam wzniosła swoją lampkę z winem i wszyscy stuknęli się szkłem. Była równie podniecona ich przeprowadzką co własną. - Gdybyście potrzebowali jakiejś pomocy to jesteśmy do dyspozycji. Strasznie lubię takie wykończeniowe szczegóły. – zachichotała niczym nastolatka zadowolona, że będzie mogła coś tam pokombinować. Dla Matta było to dość obojętne. Już wcześniej powiedział to Joshowi w sklepie. To mieszkanie na tyle mu się podoba, że mógłby tam wprowadzić się bez zmian, spełniało wszystkie jego niezbyt wygórowane marzenia.
On jednak nie był aż tak pozytywnie nastawiony jak Josh. Nie to aby pałał niechęcią, ale miał w sobie trochę strachu. Bał się jak to będzie. Dlatego na razie podchodził do tego z rezerwą. Powinno być tak jak z Gregiem, prawda? Poczuł, że za takie myślenie Brand by go zbeształ. W takim razie będzie jak tutaj, w tym mieszkaniu kiedy grafik tutaj mieszkał? Ale nie będzie innych ludzi co zmienia zupełnie postać rzeczy.
Pozwolił siebie przyciągnąć, ale rzecz jasna nie chciał lądować szatynowi na kolanach. Położył mu jednak rękę na udzie – ruch, który przywłaszczył sobie od Josha. To było jego okazanie, że też tęsknił. Za nic jednak nie powiedziały tego przy innych… jak właśnie w tym momencie zrobił to Brand.
- Josh! – na policzki powoli wypełzł mu rumieniec. Było widać, że pozwalał mu na więcej przy tej parze, ale to było już przechodzenie granic. Oczywiście Camille w ogóle mu w takich sytuacjach nie pomagała, bo zaśmiała się niczym nastolatka na widok nagiego torsu w telenoweli. A może to po prostu wino przez nią przemawiało? Tak czy siak, wstała nagle i zakręciła się, więc Jeff musiał złapać ją za rękę. A potem odprowadzić do pokoju pozostawiając ich samych.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 873
Wysłany: 2018-10-09, 19:45   

- Matt! – przedrzeźnił go w skórę policzka, odprowadzając jednocześnie ich wzrokiem. Nawet machając jedną ręką na pożegnanie podpitej Camille i Jeffowi, któremu pozostało wywrócić oczami na wszystkich. Nic jednak nie mówił, chociaż wiedział co Josh planował robic. Wcześniej mu mówił, aby zostawić włączony telewizor, aby zminimalizować podboje. Grafik zdecydował się przybić mu piątkę, bo Matt miał prawo jęczeć tylko do jego ucha. Zresztą na więcej będą mogli sobie pozwolic już niedługo, kiedy będą sami.
- Nie mogę się doczekać tego mieszkania – wyznał, opierając rękę o jego tors, palcami go trochę głaszcząc, a trochę łaskocząc. Ustami już składał drobne pocałunki na jego policzku, bardziej czule niż namiętnie, bo oboje jeszcze musieli się umyć. Jeff i Cam byli niby na tym samie etapie związku co oni, ale żadne z nich nie było tak obsesyjne na punkcie czystości jak Josh. Może i dobrze, bo ich seks nieco różnił się od nich. – Gdzie będziemy sami. Tylko my i tyle wolnej przestrzeni – wymruczał, zanim nie pociągnął go nieco zębami za skórę. Cofając głowę po niecałej sekundzie i poruszając się przy nim nieco niespokojnie i niecierpliwie.
– Idziesz się pierwszy umyć? – zmienił nagle temat, szturchając go palcami w tors. Nakręcanie się czymś czego nie miał nigdy nie było dobrym pomysłem. Ale może… Może niedługo. – Dobra, idziesz. Bo mi zaśniesz, a nie wpuszczę cię takiego do czystego łóżka – nie w związku z tym, ze zaraz miał ochotę go rozebrać i świętować znalezienie pokoju na swój sposób. W końcu nie pierwszy raz coś świętowali w tym pokoju, i co prawda niekoniecznie na tym łóżku, ale klimat pozostawał podobny.
On sam sięgnął po fajki, aby zapalic po raz ostatni przed snem, wychodząc na balkon i przymykając za sobą drzwi. Zastanawiając się czy grzechem będzie palenie tam przy oknie w kuchni, gdzie blat kuchenny idealnie nadawał się do siedzenia. Tak samo jak tutaj zresztą.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-09, 21:39   

Na przedrzeźnienie Matt miał tylko jedna ciętą ripostę. A właściwie to nie była riposta a bardzo jednoznaczne spojrzenie – pozwalasz sobie na zbyt dużo. To był jego sposób przywoływania Josha do ładu i nie, ten nie mógł mu tego psuć! To było jego! I miało karcić! Tylko co z tego jak tylko zostali sami a Brand od razu się do niego zaczął kleić. A Mały był po alkoholu, zadowolony z tego co dzisiaj osiągnęli i też stęskniony za Brandem. To źle wróżyło.
- A więc najbardziej się cieszysz z wolnej przestrzeni? – poczerwieniał i to mocno, bo apropo przestrzeni przypomniała mu się ściana w grafika mieszkaniu w Birmingham. O matko, co to była za gorąca ściana! Pominął też fakt zdenerwowania właśnie tym faktem, że będą sami. Zostawali już sami w pokoju, na weekend sami w domu, ale żeby na tak długo? Na całe tygodnie? To była bardzo dziwna myśli.
- Tak, lepiej pójdę. – wstał i sięgnął do plecaka. Wciągnął z niego jakieś rzeczy na przebranie, szczoteczkę do zębów i co dziwne, dla tego mieszkania i dla nich, żel pod prysznic. Nie mógł już Joshowi tutaj podebrać jego mydła i chociaż pozostawało jeszcze to należące do Jeffa to jakoś Matt wolał przywieźć swoje.
Zginął na dobre pół godziny. Tak, lubił brać długie kąpiele, ale nie tym się teraz kierował. Łatwo przychodziło mu do głowy co też jego partner dalej szykował – a przynajmniej mu się zdawało, że wiedział o co mu chodziło – więc potrzebował wykonać kilka dodatkowych zabiegów. Szczerze mówiąc nie lubił tego, już chyba bardziej komfortowe było mycie się po wszystkim. W końcu w obłokach pary wyłonił się z łazienki.
- Zimno. Zamknij balkon, to już nie pora kiedy wietrzy się na całego. – był przebrany w bokserki i koszulkę z logiem jakiegoś zespołu, którego nie znał z tego powodu, że to była kiedyś szatyna bluzka. Ciuchy ułożył na krześle i usiadł na łóżku po turecku puszczając partnera do łazienki. A raczej zaraz po tym jak go wygonił, bo już się przykleił do niego niczym glonojad do szyby akwarium. To porównanie rozbawiło Małego, więc uśmiechnął się do siebie, przewracając w tym samym czasie na plecy na środku łóżka i przymykając oczy.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 873
Wysłany: 2018-10-10, 20:05   

Nie skomentował tej wolnej przestrzeni, bo chociaż to miał na myśli, nie było za bardzo o czym rozmawiać. Szczególnie jak widział zaczerwienienie Małego i wręcz potrafił sobie wyobrazić jego wzrok. Nope, zdecydowanie nie zamierzał o tym rozmawiać porzucając temat na rzecz kąpieli Małego i swojego papierosa. Paru chwil spędzonych na balkonie, aby odetchnąć świeżym powietrzem (po wyrzuceniu fajki) i złapaniu myśli.
Matt go właśnie na tym złapał – na myśleniu na zewnątrz. Josh cichym „hmm” powitał go, odwracają głowę, wybity z rytmu, zanim nie kiwnął nią, wychodząc na zewnątrz. Był nieco w innym świecie, ale nie na tyle, aby nie sięgnął po swoją piżamę i skierować się do łazienki, aby wykorzystać żel Małego i swoją szczoteczkę do zębów, doprowadzając się do ładu w całe 7 minut.
Wychodząc z łazienki z idealnie złożonymi ubraniami, które schował do plecaka, świadom, ze wróci z nimi jutro do domu. Oczywiście najpierw miał ochotę schować je do szafy, zwykły odruch, której nie było, dlatego z lekko wydętymi wargami poddał się. Chwilowo tracąc wiarę, zanim nie przypomniał sobie, ze za chwilę z Małym będą mieli swoją własną szafę.
Prawdopodobnie to było trochę odpowiedzialne za werwę z którą się do niego dorwał, wsuwając się między jego nogi. Mieszcząc się między nimi, przesuwając dłońmi po jego udach. Schylając się do pocałunku, zawisając nad nim, całując go. Szczególnie skupiając się na nogach i jego obojczykach, zostawiając pasmo śladów, aby go zaznaczyć. Pokazać, ze jest zajęty, pomimo odległości będąc jego.
I był w tym na tyle dobry, ze łącząc przyjemność ze znaczeniem… Matt pamiętał głównie przyjemność. Zapoznając się z szeregiem malinek, pasami ciągnącymi się po jego szyi do obojczyka i wzdłuż niego, po brzuchu, kiedy zsuwał się w stronę pępka, a potem niżej i niżej… Takie same ślady zostawiając na jego udach.
Krótko mówiąc – Matt był zaklepany.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-10, 20:44   

Otworzył oczy w momencie kiedy zamek w drzwiach kliknął i okazało się, że ktoś wszedł do ich pokoju. Uśmiechnął się po raz drugi oglądając krótką, ale jakże śmieszną wewnętrzną walkę swojego chłopaka. Oto jak działa siła przyzwyczajenia. Całe szczęście, że szafy już nie było w miejscu, w którym stała, bo możliwe, że z przyzwyczajenia Josh by tam wsadził swoje ubrania a za parę dni Cam odnalazłaby nową garderobę.
Matt trochę rozstawił nogi wcale nie zagradzając Joshowi dostępu do siebie. Nawet pomógł mu i kiedy ten się tylko nachylił podniósł delikatnie tułów aby zdjąć z siebie bluzkę. Tęsknił za nim. Za tym jaki jest uperdliwy i nie pamięta aby nie robić malinki w miejscach widocznych albo za to, że robi je tam na specjalnie. Za jego ciepłymi dłońmi, które pod wpływem zetknięcia się z jego skórą rozgrzewały się jeszcze bardziej. Za delikatnymi acz stanowczymi pocałunkami, które teraz były zarezerwowane tylko dla niego. Za wszystkim co składało się na Joshuę Branda. Odgiął w bok nogę w kolanie przyglądając się jak szatyn pozostawiał mu trzecią malinkę na kostce. Przesunął nogą, zjeżdżając stopą po partnera klatce piersiowej, wślizgując się nią pod pachę i naparł na plecy aby zmusić grafika by z powrotem był bliżej niego.
- To już nie jest twój pokój, jesteśmy w gościach. Tak nie wypada. – szczerze mówiąc, sam Mały nie wyglądał na chętnego aby przerwać. W bokserkach zrobiło mu się trochę ciaśniej i sam zaczął błądzić po Branda szyi ustami pozostawiając o wiele bardziej delikatniejsze acz mimo wszystko znaki tego, że ten z kimś tej nocy był. Jak to było możliwe, że po dwóch latach związku i znania się całe życie nadal miał jego niedosyt? To nie było normalne. Evans był nawet blisko tego aby pomyśleć, że chyba powinien się leczyć, ale zamiast tego stęknął ukochanemu w ucho dając znać, że to co robił, robił NAPRAWDĘ dobrze.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 873
Wysłany: 2018-10-11, 19:22   

Uśmiechnął się w jego skórę, reagując od razu na prośbę - unosząc się na dłoniach, aby zawisnąć nad nim i w końcu położyć się. Otrzeć swoje biodra o niego, w ten słodko-irytujący sposób, który pobudzał, ale nigdy nie był wystarczający. Świadom obecności bokserek między ich ciałami, ale jeszcze niezbyt gotowy do ściągnięcia ich. Drażniąc się z nimi.
- Jasne, że wypada - przechylił się nieco, łapiąc za jego udo, naciągając na swoje biodro. Przetrzymując go przy sobie i zmieniając nieco to drażnienie się w mocniejsze ocieranie. - Zresztą... Umiemy być chyba cicho - uśmiechnął się do niego lisio, ale wyjątkowo nie zamierzał wyciskać z niego jęków ani westchnień. Jeff może zostawił ich w pokoju specjalnie, a Camille musiała być równie świadoma tego co robili, jednak chciał być wobec nich w porządku. Zresztą, wobec samego Małego tak samo. Dlatego nie mówił mu o tym spisku pary, zostawieniu ich samych, nie chcąc go speszyć.
Niesamowite było to, w jakim świecie on żył, kiedy sam Josh czasami słyszał jęki zza ściany wyraźniej niż by chciał. Dużo wyraźniej. Chociaż może właśnie z tego powodu Matt był jeszcze taki niewinny i naiwny.
Boże, Josh w jakimś stopniu uwielbiał nawet tę część jego, chociaż potrafiła przysporzyć mu problemów, dylematów i hamulców. Dzisiaj jednak... Dzisiaj jednak sam Matt musiał się stęsknić. Odpowiadając na pocałunki, obejmując go, zaciskając dłoń na jego barku, robiąc przy tym siniaki. Reagując na pchnięcia Josha, na jego próby uciszenia go, a jednocześnie doprowadzenia ich do końca.
- Kocham cię - wyszeptał, cofając rękę od jego przyrodzenia, kiedy Mały był blisko, unosząc się nieco, aby w paru głębszych i szybszych pchnięciach, ściskając dłonią za jego biodro, a drugą za kark, dojść w gumkę, którą wcześniej założył. Trzymając ją specjalnie na dzisiaj, aby uniknąć wybrudzenia wszystko i budzenia ich kolejnym prysznicem. Zniżając się, tuż po swoim orgazmie, aby i Matta doprowadzić do końca, obejmując ustami jego męskość.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-12, 10:58   

Na Josha słowa, że wypada Matt zaśmiał się. Nie był to delikatny uśmiech a śmiech, chłopięcy, głośny i tak bardzo rzadko występujący u niego. Trochę mu się podobało to, że jego chłopak był taki otwarty i na pewno odważny. On by nigdy nie pomyślał o tym aby u kogoś w domu, będąc w gościach, się kochać z partnerem. To po prostu wydawało mu się niestosowne. Tak samo jak i to, że w sumie mogą zostać przyłapani. A Brand po prostu nie miał z tym problemu, brał co chciał. I niekiedy – tak jak w tym momencie – to Małemu się podobało. Dzięki temu czuł się trochę bardziej wyzwolony i niegrzeczny.
- Umiemy, umiemy. – uśmiechnął mu się w usta przygarniając go do siebie, i całując. Prawda była jednak taka, że nie zdawał sobie sprawy z tego jaki potrafił być głośny w trakcie seksu. To była pewna rzecz, o której nikt go nie poinformował, bo pewnie gdyby tak było to nie pozwoliłby się Joshowi dotknąć przez długi okres czasu a osoba, która by to ujawniła musiałaby się liczyć z wściekłym Joshem.
Zachowywał się trochę jak w amoku, nie do końca wiedział co z sobą zrobić. Odczuwał w końcu tą przyjemność, której był pozbawiony przez tak długi czas i nawet nie zdawał sobie sprawy, że tak za nią tęsknił. Jego ciało samo reagował kręcąc się i wijąc aby zdobyć to czego chciał – spełnienie. Chciał też mieć Josha blisko siebie, o wiele bliżej niż to było możliwe w takich chwilach. Najchętniej przytuliłby go do siebie zapewne na tyle mocno, że tamtemu zabrakłoby tlenu. Dlatego ściskał jego kark, drapał po ramionach i ciągle próbował przybliżyć go do siebie. Przy ostatnich pchnięciach wygiął się unosząc tyłek i częściowo plecy w górę, opierając się na łopatkach. Czuł jak Branda palce wręcz niczym pazury zakleszczają się na jego biodrze – będą kwita w sprawie siniaków. Czuł już ten moment kiedy partner przyśpieszał finiszując i… nie poczuł własnego spełnienia. Bolesne. Wszystko go drażnił, jakby ktoś pod skórę wrzucił mu trochę okruszków. Nie zdążył się jednak zbytnio na to poskarżyć, bo Josh nigdy nie zostawia spraw niedokończonych. Poczuł jak ten zamyka swoje gorące usta na jego członku i głośno westchnął.
- Jooosh, Jooosh – jęczał, po prostu jęczał jego imię ściskając dłonie na poduszcze, na której leżał. - Już, już! – dał znać, że naprawdę już miał dojść po to aby ten mógł się wycofać w odpowiednim momencie. Doszedł i przez chwilę czuł dreszcze i nie potrafił ruszyć ciałem. Dopiero po momencie opadł, głośno odetchnął a w uszach zaszumiała mu krew.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 873
Wysłany: 2018-10-12, 20:58   

Matt... Matt zdecydowanie był w innym świecie w czasie ich seksu. Jakby ten jego spokój i bycie cichym, dyskretnym, wyparowało przez okno. Jakby jego wewnętrzny instynkt łapał nad nim kontrolę, pozostawiając go chętnego i rozdygotanego. I to nawet nie było tak, że wychodził z niego potwór, łapiący za włosy Josha, karzący pieprzyć się szybciej, mocniej i głębiej, jęcząc głośno i sapiąc jeszcze donośniej. Dalej był... Nieco zamknięty, ale mniej. Trzymający się w ryzach, a jednocześnie tracący kontrolę.
Josh nie umiał tego określić, ale uwielbiał go takiego. Uwielbiał pozbawiać go pewnych barier, tego wizerunku dobrego chłopca, którzy zostawili na podłodze wraz z ubraniami. Gdyby tylko Matt mu pozwolił obdarłby go nie tylko z tego.
To nie był jednak odpowiedni moment na wyciskanie z jego głośniejszych odgłosów i oddawania się całkowicie. Tak właściwie to nigdy nie było odpowiedniego momentu, ale Brand nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Nie, kiedy miał pod sobą drżącą, łapiącą oddechy, miłość swojego życia.
Wychylił się odruchowo, szukając kosza przy łóżku, aby wypluć efekt orgazmu u Małego, ale nie znajdując nic obok, po chwili przełknął ją. Sięgając zamiast tego po butelkę wody, aby chociaż opłukać usta, zanim nie położył się obok niego. Przerzucając rękę przez niego, przyciskając go do siebie i nakrywając ciaśniej kołdrą.
- Do cholery Matt, od kiedy jesteś taki niecierpliwy? - zapytał z rozbawieniem i ciepłem, obejmując go mocniej. Nie pozwalając się odsunąć ani uciec, śmiejąc się lekko w jego kark. - Moja mama miała rację, mam na ciebie zły wpływ - zębami zahaczył o spoconą szyję na jego karku, aktualnie odsuwając na bok swoją obsesję z czystością. Czasami nie potrafił żyć ze skarpetkami na dywanie, a znosił dzielnie ich bród, lepiące się od potu ciała, po seksie.
Tym zamierzał się bronić (i to robił) jak Matt wytykał mu nadmierny pedantyzm.
- Ale Boże, tęskniłem za tym. Jesteś tak seksowny, że nie mogę ci się oprzeć ani zapomnieć o Tobie. Śniłeś mi się, co drugą noc - przesuwał palcami po jego udzie, zahaczając nieco o pośladek. Nie planując niczego więcej poza drobnymi pieszczotami. Może odrobinę chcąc sprawdzić jak Mały był otworzony na niego i po nim. Czując świerzbienie w dłoniach, kończące się na bezmyślnym cofnięciu swoich bioder i muśnięcia jego wejścia. - Jesteś stworzony dla mnie - jęknął, mocniej go obejmując i przytulając do siebie.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-12, 22:12   

Kiedy Matt powoli ochłaniał Josh miał naglącą sprawę w ustach. Dopiero kiedy szatyn teatralnie przełknął wszystko i nie omieszkał zwrócić mu uwagę na pośpiech do bruneta doszło co się właśnie stało. Na całe szczęście nie mógł już się bardziej zaczerwienić niż jak był teraz, po całym tym seksie, rozkoszy i wysiłku, więc wystawił rękę do partnera aby się przysunął. Czuł się źle, że skończył mu tak nagle w ustach, chociaż przecież chyba coś wspominał, że dłużej nie może.
- Przepraszam. – czuł się z tym źle z tego powodu, że nie było to higieniczne ani na pewno zbyt przyjemne czy smaczne. Co prawda nigdy czegoś takiego nie przeżył, ale miał takie przeczucie. Mimo wszystko kolejne niewłaściwe teksty Josha mogły go jedynie upewnić w tym, że ten wcale nie jest na to wszystko zły.
- Tak właściwie to twoja wina, twoja mama miała zawsze rację. Złota kobieta. – sam się zaśmiał, już o wiele ciszej niż jak tuż przed ich seksem. Nadal jednak było to zjawisko jakie rzadko można było u niego zaobserwować. Zaczął się trochę wiercić, ale głównie z tego powodu, że musiał odkryć sobie jedną stopę. Tylko jedną, aby zachować balans i równowagę cieplną na odpowiednim poziomie. Właśnie odwracał się na bok, aby być bardziej twarzą w twarz z kochankiem, kiedy Josh wyskoczył z swoimi zwierzeniami i wyznawaniem miłości.
- Nie sądzę abym był… - urwał na moment, bo chciał powiedzieć coś w stylu, że faceci nie są seksowni dla innych facetów, ale to byłoby bezsensu. I nawet nie chodziło o inne pary a o sam fakt tego, że na własne oczy widywał Branda, który mógł doprowadzić do stracenia zmysłów. To chyba była ta cała seksowność. Chociaż znowu on by to nazwał bardziej drapieżnością. - W ogóle nie rozumiem twojego gustu. – w końcu ośmielił się jakoś na to odpowiedzieć i nie zaprzeczając w sprawie komplementu jaki dostał! A przynajmniej nie bezpośrednio. - Co drugą noc? To chyba nie jest najgorszy wynik, prawda? – zdjął okulary i kiedy podawał je Joshowi, aby odłożył je gdzieś na bok w bezpieczne miejsce, aż spiął pośladki czując jak palec między nimi się prześlizguje. Było to trochę dla niego dezorientujące, bo myślał, że jest już po wszystkim, ale nie cofnął go. Jeżeli postanowią to powtórzyć od razu to jutro nie będzie mógł się ruszyć a mają do podpisania umowę, na której Joshowi bardzo przecież zależało.
- Też cię kocham. – wtulił się w szatyna chcąc już po prostu iść spać. - Mam nadzieję, że te dwa tygodnie szybko miną. – po raz pierwszy, jawnie przyznał, że tęsknił i że ten staż mu się nie podobał. A przynajmniej co bystrzejszy i znający go dobrze potrafiłby to odczytać z tych słów.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 873
Wysłany: 2018-10-13, 09:44   

- Nah, wszystko w porządku – zbył to, bo nie było to najgorsze. Nie miał odruchu wymiotnego ani kaca moralnego na następny dzień, z powodu zrobienia dobrze swojemu chłopakowi. Na sam proces również nie narzekał, ale nie zamierzał mówić tego głośno. Lubię ci obciągać, wcale nie brzmiało finezyjnie i romantycznie. Nie mówiąc o tym… Ze wolał to robić niż rozmawiać o tym. Co znaczyło, ze może wcale nie czuł się tak bardzo komfortowo z pewnymi aspektami ich seksu, albo zwyczajnie nie lubił przyznawać się do tego, jak bardzo je lubił.
Koniec końców nie wiedział nawet jak to powiedzieć, więc zamknął się. Może kiedyś wrócą do tego tematu i Josh znajdzie odpowiednie słowa, aby nie sprowadzić ich seksu do pieprzenia się, ani nie wychwalać go jako coś boskiego.
- Nie wiem czy mam się cieszyc z tego etapu związku – zażartował zamiast tego. – Wiesz, tego, gdzie gadamy o naszych rodzicach, jak jesteśmy jeszcze ciepli – przymknął oczy, odchylając głowę od tyłu, aby chociaż trochę odsunąć się od ciepła Małego. Złudne wrażenie, ze nie było mu za gorąco w twarz, to może i nie będzie w resztę ciała. – Ale to komfortowe – dodał już poważniej, wracając do niego wzrokiem i całym ciałem, aby ogrzać go za tę wystającą nogę. Najwyżej się odsunie od niego w śnie albo przegrzeje. Umierać jednak będzie szczęśliwy.
Przynajmniej do czasu, kiedy poczuł spięcie się Małego. To nagłe zamknięcie się jego ciała i lekkie odsunięcie, niezrozumiałą, trochę zagubioną minę. Nie zrujnowało to jego dobrego humoru, ale palce cofnął, dając mu przestrzeń. Schodząc nieco na ziemię i pozwalając sobie ochłonąć. Ostatecznie odkrywając swoje plecy na chwilę, zamiast tego dłońmi ponownie ściskając go z utęsknieniem.
To tez było dobre. Zapach włosów Małego, ich seksu i odrobiny potu. To było tak bardzo ich, ze mógłby się tarzać w nim.
- Ja tez – odpowiedział na obie rzeczy, całując go jeszcze raz, zanim nie pozwolił im ułożyć się wygodnie, dopasować ciała i pozycje do łóżka, samemu zamykając oczy. Zasypiając niemalże od razu, odsypiając poprzednią noc i parę poprzednich, podczas których tez nie spał za dobrze. Jakby już teraz brakowało mu czegoś w łóżku, jakiejś sylwetki obok, a nawet nie dostawał jej za często przed wyjazdem.
Matt jednak był… Komfortowy. Przywykł do spania z nim, nawet jak zabierał mu kołdrę, w środku nocy się rozpychał, a nad ranem kulił na brzegu łóżka, chyba uciekając nieco od ciepła i uścisków Josha.
Stęknął cicho, chowając najpierw głowę bardziej w zgięcie szyi Małego, przez chwilę leząc, zanim nie wyplątał swoje nogi z jego, odsuwając się od niego. Spocony i gorący. Miał wrażenie, ze zaraz się ugotuje, a ta mała bestia obok niego spała sobie w najlepsze, nie przejmując się brakiem Josha obok.
Szybkie zerknięcie na zegarek i sięgnięcie po telefon. Mógł poleżeć jeszcze pół godziny, aby nie budzić ich wszystkich, chociaż niedługo powinni zacząć się budzić i zbierać, aby wyrobić się z odwiedzeniem mieszkania i… Właśnie. Powrotem do domu.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-13, 16:51   

Nie uważał, że można taki czyn podsumować słowami wszystko w porządku, ale szczerze mówiąc wolałby nie rozmawiać na ten temat. Ogólnie wszystko co się łączy z fizycznością i seksem było dość krępujące do rozmowy, tym bardziej kiedy po takim wysiłku się było. Dlatego też nie narzekał i nie drążył tego temat.
- Hm, w sumie faktycznie, to jest trochę dziwne. Ale to ty jako pierwszy ją wspomniałeś a ja jedynie przyznałem jej rację. – sam się także zaczął trochę kręcić czując dyskomfort z rozmowy jak i położenia. W dodatku zdjął już okulary a więc nie widział zbyt dużo. Czy Josh może sobie z niego żartował? A może faktycznie był zdegustowany, że w takim momencie rozmawiali o takich sprawach?
Większym zagubieniem była jednak sprawa błądzących Josha palców po jego ciele. Nie do końca rozumiał do czego zmierzał jego partner, ale szybko wrócił do wyluzowania kiedy poczuł jak dłonie wróciły na plecy i tylko mocniej go ścisnęły.
- Jak będziesz tak mocno mnie ściskał to nie będę mógł zasnąć. – uśmiechnął się w jego pierś czując jak uścisk zelżał na tyle by mógł oddychać i ułożyć się wygodniej, ale nie na tyle by miał możliwość odwrócenia się od niego czy zejścia z łóżka.
Jedyny sposób w jaki mógł podsumować tą noc to: zajebiście dobrze. Tak mu właśnie było. Ogólnie pod kołdrą nie marzł, ale mieć pod nią Josha, który grzeje jak szalony? Nie zapomniane przeżycie. Nad ranem oboje zaczęli się trochę wiercić szukając trochę wygodniejszych póz do snu, ale tym razem to Matt – podświadomie – trzymał się blisko swojego ukochanego źródła ciepła. Dlatego kiedy rano Brand się przemieścił Mały od razu jakby wyczuł zmianę. Przybliżył się w jego stronę z zadowoleniem odnajdując go na nowo. Przy kolejnym Branda uniku okularnik zwinął się po prostu w kulkę zabierając dosłownie całą kołdrę.
W mniej więcej tym samym czasie kuchenne drzwi zamknęły się. W środku siedziała Cam przy otwartym oknie. Czajnik gotował wodę aby mogła napić się gorącej, gorzkiej herbaty. Nie wyglądała źle, ale było po niej widać, że wczoraj trochę sobie pofolgowała.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 873
Wysłany: 2018-10-17, 21:05   

Podniósł się z łóżka, przeciągając się najpierw, a dopiero potem zbierając swoje rzeczy z podłogi, aby zaliczyć drugi prysznic u nich. Odsuwając na bok opcję ogolenia się, chociaż nie wyglądał najlepiej w zaroście. Ten cały wygląd drwala albo niegrzecznego chłopca… Josh był taki bez zarostu, bo z nim wyglądał bardziej na menela niż buntownika. Nie te rysy twarzy i uroda, chociaż podobno wszystko było kwestią przyzwyczajenia. On jednak patrząc w swoje odbicie podczas mycia zębów, wcale nie czuł potrzeby przyzwyczajania się.
- Cześć, śliczna – wszedł do kuchni, z miejsca łapiąc za czajnik aby zrobić herbatę i zaglądając do lodówki, jak do siebie. Akurat w niej nic się nie zmieniło poza zegarkiem i jakimiś kwiatkami na parapecie, którymi Josh nie zawracał sobie głowy. – Kogoś dzisiaj głowa boli? – uśmiechnął się do chłodu półgębkiem, bo Camille zdecydowanie nie wyglądała na wyspaną i wypoczętą, a ból głowy Josh czuł niemalże telepatycznie. – Wypij elektrolity albo weź jakieś witaminy. Może odżyjesz kiedyś – wyciągnął w końcu ze środka masło, szynkę i ser, sięgając równocześnie po chleb tostowy. Rozkładając się na blacie aby zrobić studenckie, proste i klasyczne śniadanie studenckie.
– Drugi menel dalej śpi? – dopytał, mając na myśli Jeffa, który zwykle był rannym ptaszkiem. Poranne treningi robią to jednak z człowiekiem, Josh doskonale o tym wiedział. Chociaż może odkąd trenuje innych wieczorami, jego tryb życia nieco inaczej wygląda. Co… Co go zastanowiło. – Przestawił się do ciebie i śpi dłużej? – zapytał, mając nieco na uwadze jego i Małego, którzy mieli totalne inne tryby funkcjonowania. Może w czasie sesji się one zgrywały, gdy Josh niewiele spał, siedział po nocach i wstawał rano, aby wyrobić się ze wszystkim co sobie zaplanował na wysokim poziomie. Ambicja.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2678
Wysłany: 2018-10-18, 12:48   

- Hej – Cam sapnęła nad herbatą powitanie. To nie było tak, że zabalowała jak za studenckich czasów a jedynie trochę więcej wypiła. Jak to było więc możliwe, że kac był taki sam? Dziewczynie przychodziło tylko jedno podsumowanie tego stanu, skoro nie ma różnicy to zawsze bardziej opłaca się nawalić.
- Mały kotek tupie. – przyznała obserwując szatyna poczynania. Nadal czuł się tutaj jak u siebie. Może to było kwestią tego, że nie przeprowadził się od razu do następnego swojego mieszkania tylko na tymczasowe? - Dzięki. – odpowiedziała z skwaszoną miną. - Mam nadzieję, że to „kiedyś” nadejdzie trochę szybciej. I nie, mamy zasadę, że w weekendy śpimy dłużej. Myślę, że to kwestia tego, że teraz pracuje i treningi ma prawie ciągle, bo albo robi swój trening albo z dzieciakami lub z dorosłymi. Dzisiaj też będzie miał zajęcia.
Kiedy Josh kończył robienie zapiekanek Matt z niechęcią minął Jeffa w drzwiach od toalety. Jeden wychodził rześki i wypoczęty, drugi ewidentnie przeklinał świat. Chociaż Mały nie miał kaca to wyglądał na nieszczęśliwego. Głównie z tego powodu, że jego pęcherz po wypiciu alkoholu nie dał rady dłużej wytrzymać i musiał wstać. A jak już wstał to wiedział, że Brand nie da mu spokoju, więc od raz wszedł pod prysznic.
- Siema! – Camille syknęła na głośne powitanie swojego narzeczonego, ale przesunęła się grzecznie na kolejne krzesło, które stało pod ścianą aby zrobić Jeffowi miejsce. - Mały właśnie poszedł pod prysznic. Nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. – podkradł jedną zapiekankę, ale zanim wsadził ją do gęb najpierw pocałował swój skarb w skroń.
Evans wykąpał się, wrócił do pokoju i ubrał w ciuchy. Chociaż nie było już mega ciepło to włosy miał tylko lekko wilgotne. Zapomniał wziąć dezodorant. Wyszedł z pokoju i otworzył drzwi od kuchni. Specjalnie stanął w progu aby nikt go zbytnio nie zatrzymał (czyt. Aby Josh się do niego nie przykleił).
- Josh, mogę pożyczyć twój dezodorant? – kiedy dostał pozwolenie wrócił do plecaka, pogrzebał mu w nim i znalazł… żelki! Jego ulubione! Chociaż zazwyczaj nie pozwalał sobie na aż tak wiele to tym razem pękł. Wrócił do kuchni już jedząc żelki.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna

Strona wygenerowana w 1,91 sekundy. Zapytań do SQL: 7