Czekam na coś ważnego. Jeżeli chcesz możesz to być Ty.  Strona Główna
 Album   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Friends... forever?!
Autor Wiadomość
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-01-06, 21:49   

- Genialnie, cieszę się. – odpowiedział w sprawie stwierdzenia, że będzie żył. Żadna nowość, po wielu imprezach przechodzili przez takie akcje, więc wiedział czym to owocowało. Na razie brak apetytu, bo robiło się ciągle niedobrze, suchość w gardle i ból głowy, który odejdzie na koniec dnia. Plus niewyspanie, bo spał zdecydowanie za krótko.
Zerknął znad okularów na Josha, ale bez większego ociągania się wyciągnął stopę a przy tym oparł się rękoma za sobą. Stęknął z zadowoleniem kiedy szatyn trafił w miejsce, które bolało i ucisk był tam potrzebny aby ból trochę się rozszedł.
- To raczej nie jest kwestia złych butów a tego, że są nie rozchodzone a moja stopa nie przyzwyczajona do nich. Auć! – zerknął na chłopaka, ale zaraz przymknął oczy. Wiedział, że to wszystko to tylko kulawe podchody jakie Brand starał się zrobić by mogli zacząć temat, który go nurtował. Temat, na który Matt w ogóle się nie cieszył.
No i długo nie musiał czekać aż ten w końcu pęknie. Gdyby mógł się z kimś założyć w takich sprawach to dzięki Joshowi już dawno zarobiłby na to cholerne mieszkanie. Westchnął głośno i ciężko a potem otworzył oczy.
- Jest cwana. Podsunęła pomysł, który był jej w tym momencie wygodny. – lubił Camile, ale nie podobało mu się w jaki sposób ta to załatwiła. Mogła po pierwsze z nim najpierw pogadać jak się sprawa ma. Ona nie ma pojęcia jak stoi z kasą. Po drugie, nie ładnie było przypuszczać atak, kiedy obaj byli na kacu. No i po trzecie, to był atak z celnie wymierzonymi argumentami a nie zwykła pogawędka i rzucanie propozycji, przygotowała się wcześniej a im nie dała na to czasu.
- Mnie się ten pomysł nie podoba. Głównie z tego powodu, że nie należy on do nas, ktoś próbuje nami sterować i układać nam życie. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Myślałeś jak ma to wyglądać? Poza tym, wiesz dobrze, że ja zostaję na studia a od rodziców mogę dostać tylko tyle kasy ile na akademik. Jak za takie coś miałoby się nam udać coś wynająć? Chyba, że wynajmiemy pokój w jakimś mieszkaniu, ale kto wie jak obcy ludzie mogą patrzeć na nasz związek? – Matt miał wiele obaw, bo chciał dla nich jak najlepiej. Nie lubił też kiedy inni za niego decydowali w sprawach, z którymi nie miał czasu się zapoznać. Poza tym, po co psuć coś co jest dobre? Tak jak są teraz przecież jest dobrze. Czuł się bezpiecznie w tej strefie.
- Poza tym, co jest złego w tym jak jest teraz? – zabrał nogę z kolejnym skrzywieniem się, które miało dać znać szatynowi, że to co robił teraz już bolało a nie przynosiło ulgę, bo nagle grafik zaczął zbyt mocno uciskać mu stopę.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 821
Wysłany: 2018-01-06, 22:10   

- To… Prawda – przytaknął, bo Camille była cwana. Nawet nie chodziło o atak w kiepskim momencie, kiedy oboje mieli kaca (chociaż Josh już się z niego wyleczył), ale zwyczajnie dobrą amunicję i cel. Matt zdawał sobie sprawę z obu rzeczy, Brand tylko z argumentów. Nie przyszłoby mu do głowy fakt, że specjalnie wybrała moment jak będą razem, i zdecydowanie, że wyceluje w niego. Słowa dotyczyły Małego, ale tylko jeden z nich miał odwagę, energię i generalnie siłę podjęcia natychmiastowych decyzji, kiedy Matt się wahał, zastanawiał i uciekał. Bo teraz było dobrze. Bo nie potrzebował niczego innego.
Brand był inny.
- Nie próbuje nami sterować i układać nam życia – puścił jego nogę, ale zamiast odsuwać się, to przysunął. Siadając naprzeciwko niego, dalej po turecku, co oznaczało, że traktował rozmowę poważnie. A jednocześnie nie na tyle, aby uciekać wzrokiem. Nie musiał się w sobie zbierać, nie musiał robić podchodów, bo podjął decyzję. Chyba dokładnie w tym momencie. Gdy Matt wyszedł z argumentem, że ktokolwiek próbuje nim sterować. Patrząc na niezależność i bunt Josha – nie za dobra strategia.
- Nikt nie próbuje za ciebie ustalać co masz robić. Nie powiedziała „masz się wynieść z akademika”, a tym bardziej „masz zamieszkać z nim”. Powiedziała, że chce mieszkanie dla siebie, które nie jest jej, ale Jeff się podpisuje pod tym. I to nie tak, że on nagle mówi co masz robić, bo kierował to do mnie. A ja poza tym miejscem, które nie jest moje, mogę mieszkać gdzie chcę. I z kim chcę, jeśli będę miał taką okazję – lekko gestykulował przy tym rękami, mówiąc z przekonaniem i siłą, ale bez krzyku. Nie próbował przeforsować swojego zdania, bo nie musiał tego robić. Wiedział, że miał rację. I wiedział, że wytłumaczy to Małemu. – Więc nikt nie układa nam życia. Nikt Tobą nie manipuluje. Ona tylko to zasugerowała, a to, czy ty chcesz zamieszkać w akademiku z Gregiem czy kimkolwiek innym, mieszkaniu albo pod mostem, zależy od Ciebie. I od tego czy w ogóle jesteś zainteresowany mieszkaniem ze mną. Nie z nią, nie z Jeffem, Gregiem czy cholera wie kim. Ze mną. A reszta nie ma znaczenia, bo coś wymyślimy.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-01-06, 22:42   

Camile była cwana a to był atak, który Matt nazwałby poniżej pasa. Przygotowana, zwarta i gotowa stanęła do walki z kimś kto chciałby zapomnieć dzień poprzedni, bo tak się źle po nim czuł. Gdzie tutaj sprawiedliwość?
Przysunięcie się bliżej, ale też i nie uciekanie wzrokiem sprawiło, że Evans poczuł się jeszcze bardziej spłoszony. Josh za mocno się na to nakręcił. W dodatku w ogóle nie był skrępowany tą rozmową a wręcz jej chciał! No i zupełnie się nie zgadzali.
- O nie. Zanim powiedziała, że chce mieszkanie dla siebie to puściła na nas atak pytań, zaczepek i różnego rodzaju pomysłów na to jakby mogło być. Gdyby nie chciała nami sterować mogła po prostu przyjść i powiedzieć, że Hej Josh, chcemy od wakacji z Jeffem zamieszkać tutaj razem. Sami. Rozumiesz o co biega?
Tym razem to on odsunął się trochę do tyłu. Nie za daleko, jakieś może dziesięć centymetrów. Potrzebował przestrzeni, ale Brand w ferworze swoich myśli pewnie i tak tego nie zauważy. Kiedy w coś się mocno wciągał i to czuł to potrafił przekraczać wszelkie bariery.
- Czyli, chcesz mi powiedzieć, że dla ciebie jest tylko ważne to czy chce z tobą zamieszkać a resztę ustalimy, ale w taki sposób aby nie było to zmuszaniem się? – oczywiście szatyn od razu przytaknął. Dla niego to było proste. Chcesz ze mną mieszkać lub nie. Nikt do niczego przecież nie zmusza, prawda? Prawda. Tak właśnie powiedział. No to zobaczmy co powie na to: - W takim razie wiedz, że tak chcę zamieszkać z tobą. – króciutka pauza mogła sprawić, że Brand poczuł, że ma wygraną. - Ale! Nie teraz. Nie teraz kiedy nasze życie się zmienia, ty pójdziesz w zawód, ja nadal będę studiował. Nasze dni się kompletnie rozjadą i nie wiemy co może nas czekać. Najpierw przydałoby się to sprawdzić a potem myśleć o tym co możemy zrobić za te parę miesięcy. Teraz, kiedy oby dwaj byliśmy studentami, to było łatwe dostosować się do siebie, bo i sesja była w tym samym czasie, egzaminy, przerwy świąteczne i wakacje. A nawet można było się zerwać z jakiegoś wykładu i nic się zbytnio nie stało. Za dużo nowego wprowadzi zbyt duży chaos i zamęt a to może niebezpiecznie przełożyć na nasz związek albo karierę.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 821
Wysłany: 2018-01-06, 23:15   

- To była sugestia! – kiedy Matt się odsunął, Josh odruchowo przysunął do niego, zanim nie wyprostował się nieco, próbując odgarnąć włosy do tyłu. Głupi nawyk, który zdobył parę lat temu (od momentu zapuszczania włosów), i który nie opuszczał go aż do teraz. Brakowało mu jednak tych długich kosmyków, brakowało ich dotyku pod palcami, ale już niedługo. – Tylko sugestia, Matt. Nie ma żadnych praw do zmuszenia nas do czegoś. To nie było… Ona… - brakowało mu słów na przeskoczenie pewnych rzeczy, wyjaśnienie ich tak, aby nie mówić zbyt do przodu, zbyt otwarcie. By nie dotykać pewnych bardzo drażliwych dla niego kwestii o których nie chciał rozmawiać.[/b] – Wiem jak wygląda zmuszanie do czegoś, to była tylko aluzja. Która dla naszej dwójki z założenia powinna być dobra –[/b] bo co mogło być złego we wspólnym mieszkaniu?
I tak, dla niego to było proste. Wystarczyło Matta „tak, chcę z tobą zamieszkać”, a reszta przestawała mieć znaczenie. Chociaż, może nie do końca, bo dalej go słuchał, jednak najważniejsze już padło. Sama chęć. To i tak było wiele, a to, że Mały w ogóle to rozważał, a raczej podjął decyzję na nieokreśloną przyszłość… Josh tylko przesunie ją w czasie. Na już.
- Dokładnie! – a Matt mu w tym pomoże swoimi słowami. – Ja mam pracę, ty masz studia. Nie wiem czy dalej nie będę w barze siedział, co sprawia, że się rozjeżdżamy. Już teraz momentami nam ciężko się spotkać, a mieszkamy w tym samym mieście. Co jeśli, któremuś dojdzie obowiązków? – jakby już teraz Josh nie miał ich dość dużo… - A jakby nie patrzeć to razem się uczymy, razem robimy projekty, śpimy, jemy. Jedziemy na wycieczki. Umiemy ze sobą współgrać, gadać, siedzieć albo pracować. I każdy zajmuje się sobą, różnica jest taka, że wtedy byśmy mogli mieć siebie nawzajem… Częściej. Na wyciągnięcie ręki, niezależnie od ilości obowiązków.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-01-07, 08:41   

- To nie była sugestia a wcześniej dokładnie opracowany plan. – Matt odsunął się ponownie do tyłu kiedy Josh się przysunął, ale to niczego nie zmieniło, bo szatyn od razu przysunął się jeszcze bardziej. Położenie okularnika zmieniło się na tyle, że za sobą miał koniec łóżka, przed sobą nakręconego chłopaka i brak możliwości ucieczki.
- Albo będziemy siedzieć w mieszkaniu, czekać na drugą osobę i się frustrować, że jej ciągle nie ma kiedy ja tutaj jestem. Plus, nadal przypominam ci, że moje fundusze to praktycznie zero, więc pewnie będziemy musieli mieszkać gdzieś na obrzeżach miasta a co za tym idzie dojazdy będą WSZĘDZIE upierdliwe.
Wstał z łóżka, bo poczuł się, że się trochę dusi w tym wszystkim. Nadal nie wziął niczego na ból głowy oprócz prysznica, wstał jakieś dwadzieścia minut temu i dokładnie teraz, w tym momencie ma decydować o swojej przyszłości?
- Nie podoba mi się to Josh z tego powodu, że to nie był nasz plan. Camile może i w dobrej wierze go podsunęła, chociaż nadal myślę, że bardziej po to aby się nas z mieszkania pozbyć w „przyjemniejszy” sposób, nadal jednak to jest jej pomysł. Nie myśleliśmy o tym, nie zastanawialiśmy się nad tym. - drażniło go to wszystko, ale nie podniósł głosu. Był opanowany, chociaż wewnętrznie trochę mniej jakby chciał. Dlaczego miał poprzez czyjąś sugestię zmieniać tak dużo?
- Chyba pojadę do akademika. Potrzebuję się przespać, odpocząć. Jutro są w końcu zajęcia. – wycofywał się do skorupki – bezpiecznego miejsca. Już nie wspomniał o tym, że tutaj nie będzie miał takiej opcji, bo Brand nie da mu na to wszystko tak po prostu odpuścić. W końcu już sprawdzał mieszkania i Matt o tym wiedział, bo widział jego telefon kątem oka.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 821
Wysłany: 2018-01-12, 20:20   

Zmarszczył swoje brwi.
Zmarszczył je na tyle mocno, ze na jego czole pojawiły się zmarszczki, jednocześnie lekko się bujając. Zastanawiając czemu Matt tak twardo twierdził, ze to był plan Camille. I jeśli faktycznie tak było… To czego go to nie raziło. Wszyscy wokół wiedzieli, ze ten potrafił zrobić złośliwie tylko dlatego, ze mógł i to kazał mu jego charakter. Mógł zdecydowanie pokręcić głową na słowa dziewczyny, twierdząc, ze poradzi sobie sam, ale… Przecież tak właśnie było, prawda?
- Powiedziałeś „nas” – zauważył, przechylając lekko głowę. – „Nas z mieszkania” – jeszcze chwilę smakował te słowa w ustach i na językach. To jak leżały. Czy były ciężkie czy lekkie, jak brzmiały w ustach Małego. Niezmiennie jednak, niezależnie od osoby wypowiadającej „my”, to brzmiało lekko.
I samo to „my”, samo to „nas”, przykręciło w Joshu śrubkę jeszcze bardziej, jeszcze lepiej.
– Spędzasz tutaj połowę swojego czasu, Matt. To nie jest tylko moje mieszkanie, tak samo jak nie było Jeffa. To kwestią czasu było, kiedy się zdecydują ze sobą zamieszkać, bo tak robią pary. To nie jest żadne zaskoczenie – bo chociaż bokser mu o tym nie mówił, tak chyba czuł co nadchodzi. Po zaręczynach to naturalna kolej rzeczy, ale on jakoś nigdy nie pomyślał, ze… - Jesteś zły dlatego, ze zasugerowała, ze moglibyśmy ze sobą zamieszkać? To tylko sugestia, nie każe ci zmieniać studiów, chłopaka albo samego siebie. Czemu cię to tak bardzo złości – pochylił się w jego stronę, unosząc nieco na kolanach.
- Cała koncepcja mieszkania wspólnego polega na byciu bliżej. Jakim cudem mam być zły za to, ze mogę cię mieć częściej? Teraz jestem zły, bo nie mam cię obok i mogę nie mieć przez parę dni, a nie do wieczora tego samego dnia. Byśmy mogli spać przy sobie, budzić się, nie myśleć o tym kiedy się zobaczymy następnym razem, bo ty masz projekt, a ja pracę.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-01-12, 22:09   

- No i? – Spojrzał zdziwiony na Josha, jakby kompletnie nie rozumiał o co mu w tej chwili chodziło. - A jak miałem powiedzieć? – dopiero po minucie do niego dotarło o co chłopakowi chodziło. Nie byli już jako dwie osobne osoby, byli jednością. Stali się prawdziwą parą, dokonało się coś co teraz może rozdzielić rozstanie, które zazwyczaj na takich etapach nie było polubowne.
To wszystko zaczęło sprawiać, że jeszcze gorzej panikował. Wszystko co robił – wmawianie, że to chytry plan Cam, że oni tego nie potrzebują – było tylko po to aby nie wpaść głębiej w strach. W tym w czym byli teraz czuł się dobrze, bo to było bezpieczne. W każdej chwili mógł wyjść albo wykopać Branda. Nie było też spraw, które mogły go zaskoczyć. Poznał chyba wszystkie opcje i warianty tego jak mogło teraz być i było przecie dobrze! Po co to wszystko zmieniać i komplikować? A jeżeli im nie wyjdzie? Jak się potem rozstaną?
Był też drugi powód. Matt w całym swoim życiu był tylko w dwóch związkach i obecnie był w tym drugim. Wspólne zamieszkanie sprawiało, że znowu wchodził w coś nowego… Trochę czuł jakby coś tracił, jakieś drzwi się za nim bezpowrotnie zamykały. A przecież było to tak naprawdę kilka lat różnych randek, prób poznania kogoś nowego i oczywiście mniej lub bardziej przygodnych seksów. Czy tego wszystkiego było mu szkoda? Nie, raczej nie, ale myśl, że może to wszystko utracić sprawiała, że czuł się nieswojo a tego bardzo nie lubił.
- Josh, wspólne mieszkanie to nie jest takie hop i siup. – stał, ale jedna z nóg sama mu chodziła w kolanie. Denerwował się i przejmował. Nie lubił tego stanu. - Myślałeś o tym, że strasznie bałaganię? Że śpię do późna i mam swoje humory? Przez kilka dni da się to wytrzymać, ale tak ciągle? Będziesz podirytowany i zły i ja tak samo. Widzisz, są rzeczy, które trzeba przemyśleć zanim się powie hej, mieszkajmy razem!
Stresował się i panikował a i coraz bardziej było to po nim widać. Nie było to normalne u tego człowieka, który miał nerwy ze stali i potrafił zachować kamienną twarz w naprawdę wielu dziwnych sytuacjach.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 821
Wysłany: 2018-01-15, 23:03   

- Właśnie! Wtedy tez myślałeś, rozważałeś, wahałeś się i w końcu żałujesz, ze to zrobiłeś? – wychylił się w jego stronę, z zamiarem złapania go za dłoń, ale zamiast tego usiadł na krawędzi łóżka, bliżej niego. Samemu oscylując między wstaniem i przytuleniem go, a próbą zatrzymania siebie w tym miejscu, nieruchomo. Testowanie samego siebie. Przegrana walka i spektakularna porażka – oboje wiedzieli, ze Josh nie usiedzi długo.
- Myślałeś o tym, ze rzucam się o byle pierdołę, wkurwiam i nie jestem stały w uczuciach? Wiedziałeś co robię z dziewczynami – normalnie o tym nie wspominał, ale nawet teraz nie ubierał niczego w proste, klarowne słowa. Oboje jednak wiedzieli, ze te chwilowe znajomości… Były niczym innym poza chwilowymi. Ewentualnie przyjacielskimi przysługami, gdy Josh kończył z kolejną przyjaciółką w łóżku. Matt musiał to wyczuwać, ale nigdy nie powiedział o tym ani słowa. Nie skrytykował. Jakby tematu nie było, a ten zapraszał każdą z nich do mieszkania, zamierzając zrobić kolację, a nie zedrzeć z nich majtki. – A jednak dałeś mi szansę. I patrz gdzie jesteśmy, i nie powiesz mi, ze żałujesz – bo żaden z nich tego nie żałował. Szaleństwem byłoby wycofywanie się w momencie, gdy byli szczęśliwi. Wyciągnął rękę, łapiąc go za dłoń, a przynajmniej próbując. – Doskonale wiesz, ze ja tez nie jestem święty.
Bo nie był, dla niektórych jego tryb życia i charakter był straszny. Nie do wytrzymania na dłuższą metę, nawet jeśli fajnie było się z nim napić. Dla Małego tez niekiedy był… Nie najlepszy. Jak teraz. Co oczywiście go nie powstrzymywało ani trochę, co jedynie pogarszało sprawę jeszcze bardziej.
- Budzę cię rano, zmuszam niekiedy do posprzątania swoich rzeczy. Zmuszam cie nawet do tej rozmowy – zauważył. – Ale jeśli nie spróbujemy, to się nie przekonamy. Jak z związkiem albo… Wyjazdem do innego miasta na studia! Znamy się ponad 10 lat, Matt. Nie ma tutaj na co czekać, bo to, ze nam nie wyjdzie nie jest kwestią czasu, a nie wyobrażam sobie nigdy nie mieszkać razem.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-01-16, 16:22   

Chociaż jasnym było, że odpowiedź powinna być nie, bo przecież nie żałował, że zeszli się razem, to nic nie odpowiedział. Wiedział, że Josh do czegoś dążył, ale Matt nie chciał mu w tym pomagać, bo doskonale wiedział, że to będzie pogrążało jego samego. Czuł się zagubiony i przestraszony a Brand w najlepsze atakował tylko po to aby dostać czego tak bardzo chciał.
A wspólnego mieszkania teraz tak mocno pożądał, że… Evans sam nie był pewien czy było coś co mogłoby stanąć na piedestale przed tym. I to było straszne, bo jeszcze parę minut temu w ogóle tego nie rozważali a szatyn nawet o tym nie pomyślał. A brunetowi serca jak szalone galopowało w klatce piersiowej. Dlaczego tak bardzo się przejmował? Czemu nie mógł podejść do tego w taki sam sposób jak jego partner?
Z prostego powodu, był zupełnie inny od Josha. Mniej emocjonalny, spokojniejszy, wyważony i na pewno potrzebował więcej czasu do namysłu. Nie był osobą, która była super spontaniczna. Lubił do pewnego stopnia mieć pod kontrolą to co robi i jak się zachowuje. A to co teraz mu proponuje Brand jest zupełnie czymś innym jak kontrola i bycie wyważonym.
Skrzywił się, ale prawie nie zauważalnie, na słowa szatyna. Nie chciał myśleć i wchodzić w to jak się wcześniej zachowywał. Wtedy to było jego życie i mógł z nim robić co tylko chciał, teraz byli prawie jak jedność co wykluczało sporo zachowań jakie kiedyś grafik przejawiał. Zdaniem Małego wyszło to tamtemu na dobre.
- Josh. – pozwolił chwycić siebie za rękę i trochę spokojniej na niego zerknął. Pomagało mu to, że to on górował, bo stał a szatyn siedział. - Wtedy dałeś mi czas na zastanowienie się, rozpatrzenie wszystkiego. Teraz też tego potrzebuję. Nie mogę powiedzieć od razu tak, ale nie oznacza to, że wszystko skreślam. – tyle musiało grafikowi wystarczyć, bo jeżeli nie i będzie dalej naciskał to Matt spakuje się i wyjdzie. Brand musiał to przeczuwać, tak samo jak to, że już musiał wygrać. Ostatnio Evans myślał nad zejściem się z facetem, bycie parą z najlepszym przyjacielem, więc jak to może się równać z chęcią wspólnego zamieszkania?
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 821
Wysłany: 2018-01-24, 20:04   

Oparł czoło o jego brzuch, uśmiechając się pod nosem. Czuł się trochę jak dziecko, które wyczuwało słabość rodzina, gotowe do obrócenia jej przeciwko niego. Co było… Zupełną prawdą. Josh w jakiś sposób już czuł, ze wygrał. Matt tym lekkim załamaniem się, samym zastanowieniem dawał mu furtkę, szansę, którą zamierzał ten wykorzystać. Czując, ze to wyjdzie im na dobre, bo dotychczasowe przekraczanie komfortowych sfer geografa wychodziło im na dobre, nieco się momentami śpiesząc (nie dla grafika), a momentami czekając za długi (to już totalnie jego zdanie), ale generalnie robili ten duzy krok do przodu. Nie żałując nawet na moment.
- Powinieneś o tym pomyśleć. Przez miesiąc mógłbym ci przynosić kawę do łóżka – pocałował go w brzuch, zanim nie przyciągnął go na swoje kolana, obejmując w pasie. Patrząc się na niego śmiejącymi się oczami, uśmiechając szeroko wargami, próbując powstrzymać go zasysaniem ich do środka. – Kocham Cię – wymruczał. Co było… Dobrym porankiem. Wartym chwilowego spięcia, biorąc pod uwagę jego wczorajsze zachowanie i całą sytuację z Noorą, opłacało się w ten sposób czekać i to odreagować. Było dobrze. – Ale wciąż powinieneś się umyć – zmarszczył lekko swój nos, ściskając go za uda, zanim nie klepnął w nie. – Lec, ja ci przyniosę ubrania do łazienki, abyś wyglądał jak człowiek. A potem możemy coś ze sobą zrobić – co oznaczało… Uwaga. Film. Następnie wyjście na spacer, kupienie gofrów po drodze i odprowadzenie Małego pod akademik. Gdzie Josh zaczął stroic miny nieco jak kopnięty pies, wyraźnie nie potrafiąc się z nim rozstac. Nie jego wina. Najchętniej zatrzymałby go na dłużej, a przynajmniej wycałował przed budynkiem, ale obeszło się na krótkim i męskim uścisku.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-01-24, 21:34   

Och, zdaniem Matta zdecydowanie większość spraw szła im zbyt szybko. Byli z sobą dopiero półtorej roku a Josh już chciał mieszkać razem. A nie, zaraz. To nie Brand chciał mieszkać razem a Camile chciała się ich pozbyć z mieszkania – taka była prawda. Tyle tylko, że grafik był aż nadto ochoczy do zrobienia kolejnego kroku, który jeszcze bardziej mógłby go związać z ukochaną osobą. Zapewne ciągłe upieranie się Evansa przy mieszkaniu w akademiku i równoczesna niechęci do mieszkania w nim przez szatyna sprawiło, że Josh wcześniej nie zaczął o tym myśleć. Raz podsunięta myśl – którą grafik uważał za genialną – miała na bardzo długo go nie opuścić i Matt wiedział, że tak będzie. To całe przytulenie się, wtulenie twarzy w brzuch tak, że jej nie widział, zapowiadało coś czego Mały nie lubił, próbę zamęczenia go tym tematem aż do momentu kiedy brunet pęknie.
- Przez miesiąc? – przeczesał mu włosy palcami. - Słaba forma przekupstwa.
I tak jak się domyślał tak teraz mógł potwierdzić te domysły, Josh naprawdę wierzył w to, że wygrał i to była kwestia czasu, że Evans się na wszystko co zaplanował zgodzi. I tak zapewne będzie, bo w sumie co mu szkodziło? Z drugiej strony, przerażało Małego to, że mogliby mieszkać razem, jakoś tak po prostu tego się bał.
- Świnia. Przypomnę ci, że dopiero co się wykąpałem. Pójdę za to po wodę a ty naszykuj mi aspirynę.
W kuchni natknął się na sprzątającą po Josha bałaganie (czyt. śniadaniu przygotowanym przez niego) Cam. Minął ją bez słowa, nalał sobie w ciszy wodę do szklanki i wyszedł. To, że jako tako dogadał się z swoim chłopakiem nie oznaczało, że nie jest już zły na dziewczynę, w końcu to ona go wpakowało w to wszystko i w dodatku wcześniej tego z nim nie ustaliła.
- Mówiłem ci, że coś będzie nie tak. – powiedział Jeff przyglądając się swojej narzeczonej, oparty o framugę drzwi. Ta cisza ją zabolała, bo Mały nigdy nie był nazbyt wylewny a ostatnio nawet dopytywał się o zazdrość Josha itd. Tym zagraniem chyba zrobiła krok w tył w ich przyjaźni.
Reszta dnia była jednak dla chłopaków przyjemna, spędzili ją razem na głupotach, filmach. Tylko bólem było ponowne założenie tych eleganckich butów. Chociaż Matt ubrany w garnitur, ale z jakimś kolorowym T-shirtem pod spodem wyglądał na naprawdę luzackiego. Byli na pewno najdziwniejszą parą stojącą pod akademikiem i akurat w tym momencie musiało się brunetowi coś przypomnieć.
- Ach, miałeś trochę racji w sprawie Noory. No wiesz, zapytała mnie czy chciałbym abyśmy znowu byli razem. – powiedział to zupełnie na luzie, jakby opowiadał o dzisiejszej pogodzie albo o tym jaki był tort na wczorajszym weselu. - Powiedziałem jej jednak, że to niemożliwe, bo już z kimś jestem i życzyła nam szczęścia. I jeszcze przypomnę ci, że od tego tygodnia zaczynam praktyki w szkole, więc wszystkie poranki i luki w grafiku, które mam do godziny 15 będę miał zajęte.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 821
Wysłany: 2018-02-10, 19:01   

Zmrużył oczy, a jego głowa wystrzeliła w stronę Matta. Gdzieś podskórnie miał podejrzenie, ze ten specjalnie o tym dopiero teraz wspomniał (zapominalstwo miało swoje granice), wiedząc jak szybko nastrój się może zmienić. Na chwilę obecną Josh nawet nie czuł dumy z powodu przewidzenia tego (bo z czego tutaj być dumnym). Nie było żadnego „a nie mówiłem”, tylko splecenie rąk na torsie i przyjęcie upartej miny. No i szybkie zlustrowanie otoczenia, jakby szukał sylwetki dziewczyny gdzieś w pobliżu, bo naprawdę trzeba było mieć tupet.
Chociaż z drugiej strony ona nawet o tym nie wiedziała, ze byli razem. Co jej nie tłumaczyło… Dobra, może jednak trochę tak. Co z kolei oznaczało, ze…
- Chcę wiedzieć kiedy się z nią spotkałeś. Albo planujesz spotkać – zaznaczył od razu, bo to było lepsze niż robienie kłótni pod samym wydziałem. I naprawdę miał dobre intencje, próbując zapanować nad swoim temperamentem, kiedy Matt nie wbił mu kolejnej szpilki.
- Wiem – warknął, wsuwając teraz dłonie do kieszeni kurtki. Wiedział o tym doskonale, pamiętał. Jak mógł zapomnieć, ze ich czas zostanie jeszcze bardziej skrócony, szczególnie, ze praca w barze była pracą wieczorną/nocną. – Pamiętam – dodał już innym tonem. – Kolejny powód dla którego chciałbym abyśmy razem zamieszkali. Pomyśl o tym – przypomniał mu, wyciągając ręce, aby go przytulic mocno na pożegnanie. Już teraz czuł tą niepewność w żołądku, oczekiwanie. Stan, z którym dawno nie miał do czynienia, a który teraz powrócił. Miał wrażenie jakby się nieco cofnął do okresu, gdy czekał na decyzje Małego względem ich związku. Chyba nie było nic gorszego.
Przynajmniej tak sądził wtedy, ale został szybko i brutalnie wyprowadzony z błędu.
Zapominając odwołać spotkanie z Mattem po ich zajęciach, zapominając o wyciszonym telefonie upchniętym do kieszeni kurtki, pozostawionej w holu. Nie mając do tego głowy, wyłączając się niemalże z życia na cały wieczór.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-02-10, 20:13   

- Słucham? – spojrzał na niego z szczerym zdziwieniem. Czasami Josh w takich sytuacjach zachowywał się jakby go nie słuchał. Jakby w ogóle do niego nie dotarła wiadomość, że przecież dziewczyna przyjęła to, że Matt nie chce być z nią, że kogoś ma, że jest szczęśliwy i co najważniejsze, że życzy im powiedzenia.
Westchnął ciężko przestępując z nogi na nogę i czując jak buty jeszcze bardziej go przez to uciskały.
- Widziałem się z nią wczoraj, na weselu, na które zaprosiła mnie jako osobę towarzyszącą. Będę się z nią widział… na każdych zajęciach? Chodzimy przecież na ten sam kierunek.
To nie było tak, że specjalnie przetrzymywał tą informację do samego końca tylko po to aby gruchnąć nią w Branda a potem uciec. Gdyby nie Camile i jej genialny pomysł z wspólnym zamieszkaniem… wtedy powiedziałby o tym dużo wcześniej, może nawet tuż po śniadaniu. Tak się jednak nie stało, bo miał już za dużo na głowie i zupełnie zapomniał. No i jedyne czego mu jeszcze dodatkowo brakowało to oburzony na to, że ma praktyki Josh. Pięknie.
- Nie burcz na mnie, nie zrobiłem tego specjalnie. To że ty mogłeś swoje odbyć ciągiem na początku roku nie oznacza, że każdy tak mógł. Miałeś trochę łatwiej, dzieciaki po godzinie piętnastej już zajęć nie mają a ja mam też z rana swoje wykłady. – nie podobało mu się to, że teraz mu się jeszcze obrywało za to, że studiuje. Czasami zastanawiał się co siedziało w tej upartej szatyna głowie.

Dwa tygodnie zleciał mu niemiłosiernie szybko. Nie był przygotowany na to jak dzieciaki mogą bardzo zmęczyć! Miał z Brandem każdy dzień kończyć, jak to sam się śmiał zdaniem raportu. Opowiadanie o całym dniu było jednak równie męczące jak jego przeżywanie i już zdarzyło się, że kilka razy przysnął Joshowi na linii. Trochę głupio czuł się z tego powodu, więc chciał mu to wynagrodzić. Dzisiaj mieli wyjść wieczorem do Evansa ulubionej kawiarni, trochę posiedzieć, pogadać, coś dobrego zjeść.
Kiedy Mały wyszedł, w ciepłej Branda bluzie, przed wydział tuż po zajęciach poczuł nagłe zaskoczenie. Nigdzie nie widział stojącego, palącego, gadającego z ludźmi lub gapiącego się w komórkę szatyna. Szybkie zerknięcie w telefon i nie było żadnej pomyłki, data i godzina się zgadzały. Mimo to nie było żadnej wiadomość tłumaczącej, że grafik się spóźni czy coś w tym stylu. Mały spróbował zadzwonić, ale nikt nie odebrał. Może coś się zmieniło i miał jeszcze zajęcia? Ruszył więc w stronę jego wydziału pisząc wiadomość, że Josh ma się nie ruszać, bo tym razem on go odbierze. Pod wydziałem przeczekał jednak pół godziny i nie było żadnego odzewu. Wszedł do środka, zapytał się jakiegoś człowieka o grupę grafika, ale nie dostał żadnej sensownej odpowiedzi poza tym, że większość zajęć już się skończyło. Wrócił więc z powrotem przed wydział i marznąc starał się do partnera jeszcze raz dodzwonić, ale to też nie dało żadnego rezultatu. Napisał więc wiadomość, że będzie czekał w umówionym miejscu, bo przecież może tam mieli się spotkać? Kolejne minuty i brak odzewu ukuły Małego. Josh tak nigdy nie robił. Z telefonem nie potrafił się rozstać, odpisywał w kilka chwil i zazwyczaj opierdalał ukochanego o to, że za późno odebrał. Evans wszedł do kawiarni i szybko sprawdził czy nie widzi nigdzie swojego chłopaka. Pustka i zaniepokojenie wzrosło. Wyszedł na zewnątrz i wykręcił telefon do Jeffa co zdarzało się naprawdę rzadko. Czuł, że mimo iż był początek lata to ręce od ciągłego bycia na zewnątrz całe mu zgrabiały kiedy trzymał telefon przy uchu.
- Cześć, tu Matt. Wiesz może gdzie jest Josh? Coś ci mówił? – dziwnym było, że to brunet pytał boksera o takie sprawy skoro to właśnie geograf był zazwyczaj skarbnicą wiedzy jeżeli chodziło o grafika.
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Roosevelt


Wiek: 20 lat.

Płeć: Kobieta


» Sometimes... sometimes love isn't enough, Cole.


Sound: -
TYP postaci: Nieokreślony


Dołączył: 06 Kwi 2015
Posty: 821
Wysłany: 2018-02-16, 19:26   

Jeff nic nie wiedział. Nie widział Josha, nie rozmawiał z nim, ale nawet próba dodzwonienia się nic nie dała, poza prostym stwierdzeniem – z grafikiem nie było kontaktu.
Nie tylko Małemu się coś nie zgadzało. Josh był za bardzo punktualny, porządny i perfekcyjny, aby w ten sposób się zachowywać. Nie mówiąc o jego jasnym i klarownym szaleństwie na punkcie Małego. Ten narzekał przez ostatnie dwa tygodnie Jeffowi na ilość ich spotkań; na to, ze się praktycznie nie widzą, ze tęskni za nim, ze chciałby więcej jego i ich związku. Z drugiej strony samemu małemu nie za wiele na ten temat mówił. Czasem coś napomknął, ale bez wbijania szpil, kiedy żaden z nich nie miał co zrobić. A raczej… Jeden z nich nie do końca chciał.
Odrobinę frustrujące i bolesne, ale Josh starał się nauczyć czekać wobec niektórych rzeczy. Momentami nie zostawało mu nic innego, wiec… Czekał.
Nawet jeśli dla Małego dwa tygodnie nie było czymś długim, dla niego wydawało się wiecznością, pomimo nadmiaru obowiązku i braku snu.
W porządku, trzeba było przyznać, ze nie umiał czekać. Zawsze był za szybki, za gwałtowny, za bardzo do przodu, aby zwalniać, szczególnie gdy w grę wchodziły emocje. To czego chciał, albo to co mógł stracić. W takich momentach pojawiała się ta desperacja, ta bierna agresja, walka i napieranie. Wypieranie i nie zgadzanie się.
Nie był dobry z radzeniem sobie – z opanowywaniem – pierwszej fali emocji.
Dlatego nie odbierał telefonu przez parę godzin, decydując się dopiero zadzwonić o drugiej w nocy. Nieco wyjęty z rzeczywistości, z pomiętym, zachrypniętym głosem i napuchniętymi oczami, zastanawiając się czy Matt prześpi jego telefon, czy on sam nie może spać. Na tyle nieobecny, ze zapomniał o ludziach, którzy się mogą o niego martwic, szczególnie kiedy odebrało się telefon, a on nie odpowiadał przez parę sekund. Nie mogąc, nie potrafiąc, wydusić z siebie głosu, zanim nie przekręcił się na bok w swoim własnym łóżku. Zbierając się do wyznania paru słów, które wyjaśniały wszystko.
- Chico zmarł.
_________________
 
     
Kyle
Forever porzucony


Wiek: Słuszny.

Płeć: Ponoć ta ładniejsza.


» " (...) i się uśmiechnął. - Wszyscy mogą umrzeć przed końcem dnia, ale co z tego? Na razie żyją."


Sound: Screaming and then silence - the sound of forgiveness.
TYP postaci: Raczej uległa.


Dołączył: 08 Cze 2014
Posty: 2626
Wysłany: 2018-02-16, 20:36   

Odpowiedź Jeffa sprawiła, że brwi Małego zjechały się ku sobie a czoło mocno zmarszczyło. To nie było podobne do jego partnera, który bez ludzi nie potrafił przeżyć. Josh potrzebował uwagi, już taki był. Matt nawet nie pamiętał kiedy ostatnim razem ten zginął nie kontaktując się z nim wcześniej. Kilka razy uciekł przed ojcem, ale zawsze lądował wtedy u Evansów dlatego okularnik jeszcze bardziej się zaniepokoił. Kochał szatyn i nie było opcji aby ten zapomniałby o ich dzisiejszym spotkaniu, na które tak długo (grafika zdaniem) czekał. A nawet jeżeli to bez powodu nie rozstałby się z swoim telefonem nie dając o tym wcześniej informacji!
Stojąc już na bardzo chłodnym powietrzu wykręcił jeszcze jedne numer, zaufany. Jeżeli ta osoba nie będzie wiedziała co się działo z szatynem to trzeba będzie wpaść w panikę.
Musiało być późno kiedy zadzwonił Małego telefon a wiedział to z dwóch powodów. Po pierwsze, za oknem nadal było ciemno. Po drugie, okropnie bolało go wszystko, bo zasnął policzkiem na książce przy biurku co też oznaczało, że za długo w takiej pozycji spać nie mógł i nie była to kolejna noc. Gregga w pokoju nadal nie było, ale to Evansa niezbyt zdziwiło, znowu siedział u swojej dziewczyny.
- Halo. – głos miał chyba jeszcze gorzej zachrypnięty niż jego chłopak a już przy wypowiadaniu tego jednego słowa poczuł jak bolało go gardło. - Wiem. – kolejne krótkie słówko, które nie wyjaśniało niczego, bo przecież skąd miał to wiedzieć? - Zadzwoniłem do Ellie, bo się martwiłem i mi powiedziała. Bardzo mi jest przykro. Naprawdę. – wiedział, że tego ostatniego słowa nie musiał dodawać, ale zdawał sobie też sprawę, że potrafił czasami brzmieć aż nazbyt obojętnie. Poza tym, znał Josha odkąd tylko mógł sięgnąć pamięcią i wiedział jak Chico był dla niego ważny, ile razem przeszli i dla siebie zrobili. Samemu Evansowi było przykro, bo czasami traktował tego psa niczym swojego, którego nie mógł nigdy mieć. Będzie musiał też powiedzieć Mii o tym co się stało…
- Gdzie jesteś? Chcesz abym przyszedł?
_________________
Informator.
Poszukiwania.

End?

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Theme xandpurple created by spleen modified v0.3 by warna

Strona wygenerowana w 2,33 sekund. Zapytań do SQL: 8